#MójWydziałPW: Wydział Elektroniki i Technik Informacyjnych

Czas na kolejny wpis z cyklu #MójWydziałPW. Tym razem bohaterem jest Wydział Elektroniki i Technik Informacyjnych. Zabierzemy Was w podróż po wydziałowych anegdotach, ciekawostkach i wspomnieniach opowiedzianych przez pracowników, absolwentów i studentów WEiTI.  

Wydział Elektroniki i Technik Informacyjnych – krótka historia

Przypatrzmy się drzewu genealogicznemu WEiTI. Korzenie Wydziału tkwią głęboko w 1916 roku, gdy w ramach Politechniki Warszawskiej utworzono Wydział Budowy Maszyn i Elektrotechniki. Pięć lat później wyodrębniono z niego dwa samodzielne Wydziały – Mechaniczny i Elektrotechniczny (później Elektryczny). Z drugiego z wymienionych wyłoniono wydzielono w 1951 Wydział Łączności składający się z oddziałów Telekomunikacji oraz Fizyki Stosowanej. W 1966 roku przemianowano Wydział Łączności na Wydział Elektroniki. Wydział EiTI stał się Wydziałem WEiTI w 1994 roku, gdy wprowadzono obecną nazwę. Nowa nazwa przyniosła również zmiany w systemie studiów – od roku akademickiego 1994/95 wprowadzono elastyczny system studiów I stopnia, który w 1997 roku objął również studia II stopnia.

EiTI dawniej 3Obecnie Wydział Elektroniki i Technik Informacyjnych składa się z sześciu instytutów: Instytutu Automatyki i Informatyki Stosowanej, Instytutu Informatyki, Instytutu Mikroelektroniki i Optoelektroniki, Instytutu Radioelektroniki, Instytutu Systemów Elektronicznych oraz Instytut Telekomunikacji. Na wydziale studiuje ok. 3,8 tys. studentów i wykłada 300 wykładowców. WEiTI jest jednym z kilkudziesięciu jednostek naukowych, które mogą się poszczycić najwyższą kategorią naukową A+, przyznawaną przez Komitet Ewaluacji Jednostek Naukowych.


Wydziałowe anegdoty

Profesor Wiktor Golde prowadził na Wydziale Elektroniki wykład pt. Tranzystory. Omawiając zasady działania tranzystorów, mówił o rekombinacjach elektronów i dziur (neutralizacji elektronów, gdy trafiają na dziurę). Zakończył swój wywód stwierdzeniem:

– Bo w tranzystorach, proszę państwa, jest jak w życiu – młody człowiek chodzi, chodzi, aż wreszcie znajdzie swoje nieszczęście.

_____

W dziekanacie Wydziału Elektroniki dziekan, profesor Jerzy Woźnicki, zorganizował spotkanie z okazji Świąt Bożego Narodzenia. Dziekan poprosił kierowniczkę dziekanatu o przygotowanie poczęstunku dla zaproszonych gości. O umówionej porze kierowniczka weszła do pokoju i szepnęła do dziekana:

– Wszystko gotowe, goście czekają.

Dziekan wstał znad sterty studiowanych materiałów, zamyślony dołączył do grona gości i rozejrzawszy się po pokoju, zwrócił się do kierowniczki:

– Powiedziała pani, że wszystko gotowe, a gdzie jajeczko?

Zapadła cisza. Po chwili kierowniczka dziekanatu podeszła do dziekana i szepnęła mu do ucha:

– Panie dziekanie, to są Święta Bożego Narodzenia, a nie Wielkanoc.

_____

Z racji swych licznych i różnorodnych obowiązków rektor Politechniki Warszawskiej, profesor Jerzy Woźnicki, dużo podróżował w kraju i za granica. Pewnego dnia kierowca odwiózł rektora na lotnisko w sytuacji, gdy ten był do ostatniej chwili bardzo zajęty i nie zdążył zapoznać się z materiałami przygotowanymi na wyjazd. Rektor wiedział, że udaje się do Lizbony. Nadając bagaż i załatwiając sprawę ostemplowania biletu i pobrania karty pokładowej, nagle uświadomił sobie, że był informowany, że nie ma lotu bezpośredniego, ale nie wie gdzie będzie musiał się przesiadać. W pierwszym odruchu zwrócił się więc do obsługującej go przedstawicielki linii lotniczej:

– Przepraszam, ale gdzie ja lecę?

Pani popatrzyła na pasażera z ogromnym zdziwieniem, po czym odrzekła:

– Do Brukseli, proszę pana – i długo odprowadzała wzrokiem odchodzącego rektora.

_____

Profesor T. Trajdos prowadził wykład z matematyki na Wydziale Elektroniki. Na jednym z wykładów omawiał pojęcia obszaru wielospójnego i obszaru jednospójnego. Jedna ze studentek powiedziała, że nie rozumie co to jest obszar wielospójny. Profesor pomyślał chwilę i zwrócił się do bardzo zdolnego studenta:

– Czy mógłby pan podać przykład, który wyjaśni koleżance omawiane pojęcie?

– Proszę bardzo – ucieszył się student. – Pan profesor i ja tworzymy obszar dwuspójny. Jeśli jednak pan profesor zechciałby podać mi rękę, to wtedy tworzylibyśmy obszar jednospójny.

– Doskonale – rzekł profesor. – Czy jest pani zadowolona z przykładu?

– Oczywiście, że tak – odpowiedziała studentka.

_____

Prorektor, profesor Andrzej Jakubiak, prowadząc wykład z przedmiotu Sygnały i systemy na Wydziale Elektroniki I technik Informacyjnych, bardzo często ubarwiał je różnymi uwagami. Wiele z tych uwag (autoryzowanych przez profesora Jakubiaka) zostało zapisanych przez studentów. Oto zestaw ciekawszych powiedzeń:

  • Co godzinę wyskakuje kukułka i wali nam „kuku kuku…”
  • Z zegarka wylatuje Pavarotti i śpiewa: „o sole mio…”
  • Stwórca nas i przyrody miał rozmach…
  • Jeżeli ja mówię: „toi jest trywialne”, to znaczy, że nie jestem zwolennikiem tego, co mówię…
  • Minęło 200 lat – no właściwie to nie całe 200, bo 100…
  • Ludzie zamiast pójść na grzyby marnują papier…
  • Rzucamy ten sygnał na pożarcie systemowi…
  • Jak ktoś ma lewą nogę krótszą, to ma prawą dłuższą…
  • Nie mam czasu na wyprowadzanie tego wzoru, ale opowiem państwu anegdotę…
  • Wszyscy poznali Diraca, bo wyglądał jak swoja „delta”…
  • Świat stworzył Pan Bóg przy współpracy radzieckich uczonych…
  • Teraz państwu powiem, co to jest wymierna, a dowcip i tak mi wyjdzie przy okazji…
  • To ja teraz będę niestrudzonym kanarem i zapytam państwa, czy znacie całkę splotu…
  • Jaka jest różnica między sinusem i cosinusem? – żadna, bo to i to się trzęsie
  • Ile było miejsc na wydziale w latach siedemdziesiątych? – 300 siedzących…
  • Żebrzą, żebrają… ooo! Niepotrzebne skreślić!
  • Tak, jak mówi Prawo Kirchoffa… no, wiecie co mówi…
  • Układy cyfrowe działają separatystycznie
  • Przyszło do Waszyngtonu 130000 Murzynów… – czarnych!
  • Te durnie budują te talerze i słuchają kosmosu zamiast przeznaczyć pieniądze na lekarstwa albo inne przyjemności…
  • Liże ich ta charakterystyka…
  • Sygnał jest „man made”, a pan jest „man and woman made”…
  • Wiecie, po co zbudowali nam Pałac Kultury? – żeby postawić anteny…
  • Żarówa – drugie stulecie jej stuka…
  • Ten Edison miał łeb…
  • To się pięknie ani różniczkuje, ani całkuje…
  • Zapamiętać do końca życia, a nawet dłużej…
  • Państwo się wtedy nawet nie urodzili za bardzo…
  • Schab kosztował 56 zł i tego schabu nie było…
  • Nawet najlepszemu wielomianowi zdarzy się mieć zero…
  • Leci to prawo Maxwella…
  • Rysując na tablicy: tu jest okno, tu jest kula ziemska, tu jest antenka, pielucha się suszy…
  • Zawsze kontakt z przyrodą jest przyjemniejszy niż z teczkami i budowlańcami…
  • Brygadzista myślał, że nas jest jeden…
  • Ooo! Ale mnie poniosło…
  • Dobry matematyk siada przy kawie i ssie ten palec…
  • W szkole średniej też uczyliście się wielu rzeczy, których nigdy w życiu nie dotkniecie… „Biologia!” – pada z Sali. „Hmm… ja powiem tak: tutaj to życie może pana zaskoczyć…”

Anegdoty pochodzą z książki „Refleksja i uśmiech” autorstwa Edmunda Plucińskiego (Oficyna Wydawnicza Politechniki Warszawskiej, Warszawa 2014)


Wydziałowe ciekawostki

Prima aprilis

Jeden z absolwentów WEiTI wspomina: W czasach studenckich tradycją były u nas primaaprilisowe żarty. Pamiętam, jak dogadaliśmy się pewnego razu z wykładowcą na zrobienie dowcipu –  przebraliśmy się za komandosów, wpadliśmy do sali, zabezpieczyliśmy teren i porwaliśmy prowadzącego zajęcia 🙂

_____

Regulamin kar

„W okresie przedinstytutowym, około roku 1967, w Katedrze Urządzeń Radiotechnicznych i Telewizyjnych powstał ważny dokument wewnętrzny pt. Regulamin kar. Podpisy na odwrocie wyraźnie wskazują, że był jeszcze używany we wczesnych latach siedemdziesiątych. Nie jest to oficjalny dokument Instytutu. Regulamin został opracowany na potrzeby (??) dużego zespołu badawczego wykonującego wieloletnią pracę umowną” (XL lat Instytutu Radioelektroniki, czyli czterdzieści lat minęło jak jeden dzień, red. Jacek Cichocki, Krzysztof Zaremba)

Kary


Czy mogę anegdotę?

Trzykrotny laureat „Złotej Kredy” dla najlepszego wykładowcy, inżynier telekomunikacji, autor niezliczonych anegdot i przede wszystkim „minister kultury”, bo tak jest często nazywany w Politechnice Warszawskiej. Rozmawiamy z prof. dr. hab. inż. Andrzejem Jakubiakiem, wykładowcą na Wydziale Elektroniki i Technik Informacyjnych PW.

Studenci trzykrotnie wręczyli Panu Złotą Kredę.Prowadzi Pan przyjemne dla studentów przedmioty, czy przyjemnie prowadzi te trudne?

Powinienem oczywiście odpowiedzieć, że jedno i drugie. Jeśli chodzi o dydaktykę, to nie zawsze umiejętność przekazywania wiedzy idzie w parze z jej posiadaniem. Trzeba mieć trochę daru z góry, mieć pewne predyspozycje nie tylko wrodzone, ale i nabyte i trzeba przede wszystkim kochać studentów, pamiętać, że dla nich się pracuje. Belfrowanie wyniosłem z domu, bo moja mama i babcia były nauczycielkami. U nas w rozmowach zawsze przewijały się sprawy szkolne, troska o uczniów, więc to pewnie we mnie tkwi. Należy być przyjaznym studentom i nie tylko w żelazny sposób wymagać, ale też w żelazny sposób przekazywać wiedzę. Uznaję zasadę „lepiej mniej i rozumieć, niż więcej i umieć”. Umieć nie wystarczy , bo trzeba zrozumieć. Warto jest tak wykładać, żeby ludzie rozumieli, czasem nawet kosztem ilości przekazywanej wiedzy.

SAMSUNG CSC

prof. Andrzej Jakubiak podczas koncertu z cyklu Wielka Muzyka w Małej Auli

Czy z każdym kolejnym pokoleniem studentów trzeba zmieniać sposób prowadzenia wykładów?
Na pewno tak. Pamiętam swoje pierwsze lata, jako wykładowca. Czułem się wówczas niezwykle młodo i uważałem studentów za młodszych kolegów,a teraz traktuję ich trochę jak moje dzieci (śmiech). Wtedy żarty, dowcipy przekazywane z moich czasów studenckich (szczególnie takie abstrakcyjne) były na wykładzie rzeczą powszechną. Potem zamieniło się to w anegdoty, bo stwierdziłem, że lepiej jest opowiadać pewne ciekawe historie z życia wzięte, a szczególnie z życia uczelnianego. To dodaje „pikanterii” wykładowi, spełnia też rolę przekazywania i utrwalania pewnej tradycji akademickiej, przybliżania sylwetek profesorów, etc.

Obecnie nawet z anegdotami trzeba być ostrożnym – studenci są nastawieni bardzo pragmatycznie na zdobywanie wiedzy. Jeżeli wykłady są na zbyt dużym „luzie”, nie jest to najlepiej przyjmowane. Młodzi ludzie oczekują czegoś innego – nowoczesnej wiedzy, ale z wyraźnym wskazaniem na zastosowanie. Uczelnia oczywiście nie nauczy umiejętności, które będzie można od razu zastosować w zawodzie. Uczelnia może nauczyć zrozumienia rzeczy trudnych, skomplikowanych i powinna przede wszystkim zapewnić solidną znajomość wiedzy podstawowej w danej dziedzinie. Młodzi ludzie czasem tego nie rozumieją. Oczekują, że wyjdą stąd z dyplomem i od razu są świetnymi praktykami. Ja wykładam teorię, ale cały czas pokazuję, gdzie to ma zastosowanie, z czym to się „je” w praktyce i to chyba działa. Czy mogę anegdotę?

Oczywiście!

Mój były student, Hubert Niewiadomski,pracuje w CERN w Szwajcarii, a doktorat robił w Anglii w dziedzinie fizyki. Spotykamy się czasem, bo łączy nas przede wszystkim muzyka (Hubert ma piękny baryton i zdarza mu się hobbystycznie koncertować) i pewnego razu opowiadał mi o swoich przeżyciach dotyczących doktoratu. Powiedział, że strasznie mu pomogły moje wykłady. Zdziwiłem się, bo to przecież inna dziedzina. Okazało się, że najlepiej z całej komisji egzaminacyjnej rozumiał fourierowskie zasady rozkładu sygnału na szeregi i całki, a to dzięki temu, że przykładałem do tego szczególną uwagę na wykładach. Ale to nie koniec. Hubert zaczął się niedawno zastanawiać, dlaczego gdy czasem śpiewa na koncertach, nie może się „przebić” przez orkiestrę. I co? Widmo fourierowskie! Odkrył, że genialni kompozytorzy wiedzieli intuicyjnie, jak to wszystko ustawić, a wielu tego nie wie, wówczas solista ma problemy. Hubert potrafi teraz tak dobrać harmoniczne w swoim głosie, żeby był dobrze słyszalny nawet w ekstremalnych warunkach (trudna orkiestracja, trudna sala). To była ważna lekcja dla mnie, że warto pokazywać zastosowania pewnych zasad i praw podczas wykładów .

À propos anegdot. Profesor słynie z tego, że potrafi sypać anegdotami jak z rękawa. Czy planował Pan, że jako przyszły wykładowca będzie tak prowadził wykłady, by zawsze jakieś anegdoty opowiedzieć, a może pojawiły się one w sposób naturalny?
To nie było planowane. Moja mama, która była polonistką, zawsze mówiła, że muszę wzbudzać zainteresowanie jak uczę. Przychodzi Pan na wykład o godz. 14:00, ludzie są zmęczeni, bo albo głodni, albo właśnie są po obiedzie,połowa sali śpi, połowa robi coś innego. Pierwotnie stosowaną przeze mnie metodą był żarcik, a potem anegdota. To jest bardzo skuteczny zabieg „ożywiający”. Pamiętam z czasów studenckich, jak męczące potrafiły być wykłady…

Zresztą opowiem kolejną anegdotę (śmiech). Jest taka zasada dualności, którą się wykłada przy okazji wspomnianego Fouriera. Podałem regułę matematyczną tej zasady i widzę po studentach, że ich oczy nie są skażone zrozumieniem. Spontanicznie powiedziałem: „Skoro Państwo nie rozumiecie tego, to podam przykład biologiczny. Zasadę dualności można rozumieć następująco – jeżeli ktoś ma nogę krótszą, to ma i nogę dłuższą i na odwrót”. Pamiętam też taką sytuację – zbliżał się koniec wykładu, a miałem wyprowadzić jeszcze jakiś skomplikowany wzór i zwróciłem się do studentów w ten sposób: „Proszę Państwa, nie mam czasu na wyprowadzenie tego wzoru, ale opowiem Państwu anegdotę”. Przeszło to do historii, jak to u Profesora Jakubiaka czasami nie ma czasu na wyprowadzanie wzorów, ale na anegdotkę jest zawsze (śmiech). To są spontaniczne rzeczy, ale życie to wymusiło. Jak się nieraz po tych oczętach studenckich spojrzy i zobaczy ich zmęczenie i brak kojarzenia, to jest potrzeba uatrakcyjnienia wykładu.

Wybory Miss i Mistera PW 2014

Wybory Miss i Mistera PW 2014

Porozmawiajmy chwilę o WEiTI. Czy panuje tutaj poważna atmosfera, czy jest jednak czas na odrobinę luzu, dowcipy i żarty?

Tak jak na wielu innych studiach, przez pierwszych kilka semestrów trzeba przejść z powagą, bo łatwo można ze studiów „wylecieć”. Za moich czasów było podobnie. To wynika również z pewnego szoku, bo studia to inna rzeczywistość niż szkoła średnia. Nikt tutaj nie poprowadzi za rękę.Jak się samemu nie spisze rozkładu zajęć, to nauczycielka nie przyniesie go na zajęcia wychowawcze, jak się nie połapiesz w systemie studiów, to możesz polec nie na braku wiedzy, a na braku zrozumienia systemu zaliczeń. Początek jest zatem trochę poważny i dość trudny, ale tak jest chyba wszędzie.

Później jest już fajniej. Wydział to zbiór sporej liczby ludzi niezwykle zdolnych i inteligentnych, bo do nas przychodzą przecież najlepsi …. Często w parze idzie z tym uzdolnienie w różnych dziedzinach, co przynosi efekt w postaci szerszej aktywności studentów, na przykład w obszarze kultury. Jest więc klub studencki Amplitron, jest święto wydziału Elkonalia, fajne inicjatywy podejmuje Samorząd Studentów – trochę się u nas dzieje. Wydział dzięki temu nie jest „napompowany” bufonadą i zarozumialstwem. Jedyny minus obecnie to rozpad więzi studenckiej, która w przeszłości była w pewnym sensie wymuszona grupami dziekańskimi, trwającymi w tym samym składzie przez cały czas studiów. Teraz grupy szybko się dezintegrują, bo studenci bardzo szybko wybierają specjalność. Na innych uczelniach jest jeszcze gorzej, szczególnie tam gdzie nie ma ćwiczeń, nie ma laboratoriów, więc ludzie praktycznie się nie znają. Za moich czasów spotykaliśmy się na przykład w ramach swojej grupy na Stadionie Syrenki, by pograć w piłkę nożną, która zresztą z wielkim trudem udało się kupić, a największe problemy były z napompowaniem!Ale jaką mieliśmy frajdę, jakie dziewczyny z SGH przychodziły pokibicować! Ile małżeństw z tego powstało! Obecnie zanika poczucie, że jest się w zintegrowanym środowisku studenckim, a to powoduje słabszą aktywność w kulturze studenckiej, w sporcie akademickim. Cóż, takie czasy.

Wybory Miss i Mistera PW 2014

Wybory Miss i Mistera PW 2014

Bardzo aktywnie działa Pan Profesor w krzewieniu kultury studenckiej, jak i sam pasjonuje się muzyką, filmem i fotografią. Inżynieria i kultura idą w parze?

Inżynier powinien być kimś, kogo można by nazwać inteligencją techniczną. Zwolennikiem tego pojęcia był już przed drugą wojną światową prof. Karol Adamiecki, który propagował kształcenie inżynierów również pod kątem humanizmu. Powiedział on kiedyś: „Cóż to za inżynier architekt, który zbuduje dom bez duszy? Kiedy zbuduje dom z duszą? Wtedy, kiedy sam będzie ją miał odpowiednio wykształconą”. Inżynier nie może być zimnym technokratą, projektującym budynek, który wytrzyma każdy huragan i trzęsienie ziemi. Co z tego? Ważne, jak się w takim budynku mieszka. Postanowiłem zatem zająć się trochę kształtowaniem inteligencji technicznej. Najpierw robiłem to lokalnie, będąc we władzach WEiTI. Potem moje możliwości się powiększyły, gdy zostałem Prorektorem ds. Studenckich PW. Wydaje się, że jest naprawdę nieźle -mamy wiele ciekawych inicjatyw! Udało się otoczyć pielęgnacją Zespół Pieśni i Tańca PW, najstarszy zespół na naszej Uczelni. Są też nowsze zespoły, których jestemw pewnym sensie ojcem chrzestnym, czyli The Engineers Band, Teatr PW, jak i media uczelniane, w tym TVPW. Mamy na Uczelni wiele wydarzeń artystycznych. Dajmy na to Święto Politechniki Warszawskiej, podczas którego odbywa się gala Wyborów Miss i Mistera PW – to piękna uroczystość! Nie mówię już o moim dziecku – Wielkiej Muzyce w Małej Auli. Zawsze zapraszam studentów na te koncerty mówiąc im, że będą mogli „dotknąć” muzyki, bo jest to muzyka bardzo blisko widowni. Nie macie pieniędzy i nie macie czasu? To jest bezpłatne i na miejscu. Zdarzało się, że ze względu na koncert musiałem odwołać jakieś zajęcia, wtedy mówiłem studentom: „Macie wszyscy przyjść, bo będę sprawdzał obecność. Inaczej nie zaliczycie przedmiotu” (śmiech).

Wielka Muzyka w Małej Auli zaraziła miłością do dźwięków wielu studentów. Są ludzie, którzy przychodzą od lat, a oni przyciągają nowych. Pamiętam jak zrobiliśmy koncert,na którym zaprezentowaliśmy II Symfonię Mahlera. To dzieło wymagające osłuchania, ale zaryzykowaliśmy. Sukces był niebywały! Po koncercie podszedł do mnie student, który stwierdził, że to co usłyszał go wmurowało. Gdy siedzi się blisko orkiestry i blisko solistów, to to jest coś niebywałego. Fala akustyczna go wręcz przygniotła. Powiedział, że poczuł się jak w innym świecie. To było to! Wiem, że ten człowiek jest już „kupiony”, bo poczuł ducha sztuki i kultury. Z niego będzie inteligencja techniczna!


Wydział Elektroniki i Technik Informacyjnych – obecnie


Wydział Elektroniki i Technik Informacyjnych – dawniej

Paweł Gregorczyk

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s