Mistrz Świata z PW

Wojciech Bógdał jest mistrzem Polski, Europy i Świata i jednocześnie studentem Politechniki Warszawskiej na kierunku Mechanika i Budowa Maszyn (Wydział Budownictwa, Mechaniki i Petrochemii w Płocku). Z młodym i bardzo zdolnym motoparalotniarzem rozmawiamy o tym, jak ciekawym i niebezpiecznym sportem się zajmuje, jak bardzo pomocna okazuje się w nim wiedza inżynieryjna oraz o planach na przyszłość.

W niespełna rok zdobyłeś indywidualne mistrzostwo Europy, mistrzostwo Świata i podwójne mistrzostwo Polski. Może trzeba przemyśleć przejście na sportową emeryturę, by „ze sceny zejść niepokonanym”?

Na sportową emeryturę jest jeszcze chyba za wcześnie. Na chwilę obecną biorę pod uwagę wszystkie za i przeciw, czy zostać w motoparalotniarstwie i walczyć o kolejne tytuły, czy może zmienić kategorię, bądź też zacząć zajmować się inną dyscypliną. Myślę, że do końca roku podejmę decyzję co dalej (śmiech).

Po zdobyciu niemal wszystkiego stawiasz przed sobą jeszcze jakieś cele? Jest jeszcze w Tobie sportowy głód?

Slalomy motoparalotniowe to sport w czystej postaci ekstremalny. Co roku pojawiają się coraz szybsze skrzydła i coraz mocniejsze silniki. Margines bezpieczeństwa zaczyna się bardzo zawężać. To młoda dyscyplina wśród sportów lotniczych. Jesteśmy właściwie pionierami tego rodzaju rywalizacji. Życie, historia wypadków, które się zdarzyły lub zdarzą, idea konstruktorów skrzydeł i mądrość osób ustalających przepisy będzie decydowała o przyszłości tego sportu. Będę obserwował trendy. To co zrobiłem do tej pory odbywało się na granicy bezpieczeństwa. Na szczęście zarówno rozum jak i sprzęt nie zawiodły, co sprawiło, że wygrywałem i nie uległem wypadkowi.

Fot.: www.facebook.com/ParamotorTeamPoland

Czy mógłbyś wyjaśnić, na czym polegają motoparalotniowe konkurencje, w których startujesz w zawodach?

Zawody dzielą się na konkurencje slalomowe i klasyczne. Te pierwsze polegają na przeleceniu w jak najkrótszym czasie określonej wcześniej trasy pomiędzy nadmuchiwanymi pylonami o wysokości 12 metrów, rozstawionymi na tzw. stadionie w układzie piątki na kostce do gry. W klasycznych zawodach dochodzą jeszcze loty nawigacyjne i ekonomiczne. Latamy z rejestratorami lotu zapisujące nasz przelot, które później oddajemy sędziom do analizy.

Jesteś studentem Politechniki Warszawskiej, Czy wiedza inżynieryjna pomaga w osiąganiu tak doskonałych wyników w tym sporcie?

Tak, zdecydowanie! Wózki, na których latam są mojej konstrukcji, zaprojektowałem i wykonałem je w większości samemu. Bardzo ważny jest dobór odpowiednich materiałów, ponieważ rurki nie mogą pękać, muszą się jedynie giąć, tak żeby w razie wywrotki nie zrobić sobie krzywdy ostrymi końcami. Konstruując nowy wózek zakładam, żeby wytrzymał konkretne zawody pod które go robię. Inaczej wygląda wózek do slalomów, a inaczej do zawodów klasycznych. W tym sporcie każde kilkaset gramów ma duże znaczenie, dlatego staram się maksymalnie zmniejszać masę każdego elementu. Nie może być nic niepotrzebnego.

Czy jest to sport do którego się dokłada, czy na którym, dzięki takim sukcesom się zarabia?

Żeby dojść do takiego poziomu, na którym teraz jestem musieliśmy zainwestować sporo pieniędzy. Teraz zaczynam prowadzić rozmowy z różnymi sponsorami i mam nadzieję, że przełoży mi się to na pieniądze. Szkoda, że tym sportem nie interesują się media. Na pewno przełożyłoby się to na zainteresowanie publiczności i co za tym idzie sponsorów. Zawody slalomowe są bardzo atrakcyjne wizualnie. Jest w nich dynamizm i adrenalina, wszystko odbywa się w jednym miejscu co pozwala na obserwację przez widzów, co akurat w sportach lotniczych nie jest takie łatwe do zrealizowania.

Fot.: www.facebook.com/ParamotorTeamPoland

Kiedy zaczęła się Twoja przygoda z motoparalotniarstwem?

Moja przygoda z motoparalotniarstwem zaczęła się, gdy miałem 3 lata, kiedy mój tata zaczął latać na paralotni. Od dziecka jestem związany z tym sportem. Najpierw lataliśmy w tandemie, a kiedy skończyłem 16 lat ukończyłem kurs i wreszcie zacząłem latać samemu. Moi rodzice byli przeciwni i nie było mi  łatwo ich przekonać.

Twój ojciec, jak wspomniałeś, jest motoparalotniarzem, ale głównie z aparatem fotograficznym w dłoni. Czy razem realizujecie jakieś projekty?

Tak, w wolnej chwili staram się mu pomagać. Zdarza się, że jeden z nas leci na filmowanie, a drugi na zdjęcia lub wykonuję zdjęcia z motoparalotni, a Tata z drona. Czasami są takie zlecenia, że trzeba uchwycić jakiś moment, którego nie da się później powtórzyć. Zdarza się także, że trzeba wykonać jakieś zdjęcia jednego wieczoru np. w Gdyni i Krakowie i niemożliwe byłoby przemieszczenie się w tak krótkim czasie, dlatego się rozdzielamy i każdy robi swoje zlecenie.

Uprawianie sportu na tak wysokim poziomie musi być bardzo czasochłonne. Jak Ci się udaje pogodzić treningi ze studiami?

Na szczęście tak, ponieważ zawody odbywają się w weekendy, albo w wakacje. Trenuje się zazwyczaj wcześnie ok. 5-6 rano, albo wieczorem. W ciągu dnia mogę zatem uczestniczyć w zajęciach.

Fot.: www.facebook.com/ParamotorTeamPoland

Paweł Gregorczyk

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s