Cebulaki w podróży

Szczyt Triglav (Słowenia)

Szczyt Triglav (Słowenia)

Dwadzieścia tysięcy kilometrów autostopem? Dla studentów Politechniki Warszawskiej nie ma rzeczy niemożliwych! Kamil Wróblewski i Patryk Andrzejewicz od dwóch lat wakacyjne podróże organizują zgodnie ze swoim „cebulanym” kodeksem – wydać jak najmniej, zobaczyć jak najwięcej, a przy okazji poznać interesujących ludzi.

Cebula wyrośnie wszędzie

Kamil jest przed ostatnim semestrem studiów inżynierskich na kierunku Geodezja i Kartografia, a Patryka czeka ostatni semestr na Gospodarce Przestrzennej. Wspólnie podróżują po świecie, relacjonując swoje wyjazdy na blogu Cebulane Podróże. Skąd nazwa?- Cebula nie wymaga luksusowych warunków. Gdzie się jej nie zasieje tam wyrośnie. Tak samo jest i z nami. Palcem wskazujemy miejsce na mapie, a miesiąc później już tam zmierzamy. Ciągła chęć przebywania w drodze, wraz z cebulaną niechęcią do wydawania pieniędzy, sprawia, że poruszamy się autostopem lub tanimi liniami. Cały niezbędny dobytek nosimy w plecakach, a namiot staje się naszym domem. Przygoda, napotkani ludzie i klimat miejsc jest tym co nas napędza – tłumaczą na swojej stronie internetowej.

Cebula na fiordach

Pierwszą cebulaną podróż odbyli w 2013 roku. Celem była Norwegia. – Na jednym z portali o tanim lataniu wypatrzyłem ofertę lotów do Stavanger, które przyjęło się nazywać bramą do norweskich fiordów – mówi Kamil. Na bilety lotnicze wydali zaledwie 80 zł. – Namówiłem paru znajomych i polecieliśmy. Z racji, że kraje skandynawskie są kosmicznie drogie postanowiliśmy zabrać ze sobą wszystkie potrzebne do przetrwania rzeczy, tak aby nie wydawać pieniędzy na miejscu: namiot, śpiwory, palnik z gazem i pełne plecaki jedzenia. Tak narodziła się cebulana forma wyjazdów, czyli jak najwięcej wrażeń, za jak najmniej wydanych pieniędzy – dodaje Kamil.

Na szlaku stukilometrowej trasy z Landmannalaugar do Skogar (Islandia)

Na szlaku stukilometrowej trasy z Landmannalaugar do Skogar (Islandia)

Cebulane zasady

Na swoje wyprawy starają się zabrać jak najwięcej prowiantu i jak najmniej pieniędzy – to jedna z głównych zasad cebulanych podróży. Jak najwięcej pokonanych bezkosztowo kilometrów i najmniej płatnych noclegów to kolejne reguły rządzące ich wakacyjnymi wyprawami. Niestety w każdym plecaku kiedyś kończy się wolna przestrzeń… Dlatego w długich wyprawach jednym z nielicznych wydatków jest jedzenie (przy tak aktywnej formie podróżowania nie można przecież oszczędzać na „paliwie”). Sporadycznie zdarza się wydać temu politechnicznemu duetowi pieniądze na komunikację miejską i noclegi (ale tylko w przypadku, gdy nie ma możliwości rozbicia namiotu). – To sprawia, że w zasadzie wydajemy tyle co w „normalnym” życiu, a czasem nawet mniej – stwierdzają Kamil i Patryk.

Połowa równika za nimi

W ramach swoich wojaży autostopem pokonali około 20 tysięcy kilometrów! Na swoim koncie mają podróż m.in. do Albanii, Włoch, Słowenii oraz Islandii. – Chyba najbardziej szalona ze wszystkich była jednak nieplanowana podróż ze stolicy Maroka – Rabatu do Barcelony – oceniają cebulani podróżnicy. Nieoczekiwana, ponieważ na trzy dni przed wylotem z powrotem do Warszawy okazało się, że Kamil i Patryk zabukowali bilety na kolejny miesiąc… –  Dodatkowy miesiąc w Maroku byłby świetną sprawą, ale niestety obowiązki wzywały do powrotu (zaczynał się semestr na uczelni) – przyznają. – Mieliśmy do wyboru, albo wydać ok 800 złotych na nowe bilety w tym samym terminie, albo żeby nieco obniżyć ten niespodziewany wydatek, dojechać do Barcelony na stopa i stamtąd wrócić samolotem – dodają.

Łapanie stopa do Albanii

Łapanie stopa do Albanii

Cebulany sposób myślenia sprawił, że postanowiliśmy pokonać dystans około 1000 kilometrów na stopa. Mieliśmy na to cztery dni – relacjonują. – Po drodze mieliśmy takie przygody jak chociażby spanie na dachu budynku w Tangerze (Maroko) czy spanie w szpitalu w południowej Hiszpanii. Ponadto, żeby zredukować nieco nieplanowane i wysokie wydatki związane z powrotem do Polski, postanowiliśmy sprzedać kupione na granicy marokańsko-hiszpańskiej paczki papierosów (różnica cen była prawie czterokrotna). Będąc już w Barcelonie mało brakowało, a zostalibyśmy z kolejnym wydatkiem i spóźnilibyśmy się na samolot. Rzutem na taśmę udało nam się sprzedać papierosy z zyskiem. Ostatecznie wróciliśmy do Polski cali i zdrowi – dodają.

Wschód słońca na Saharze (Maroko)

Wschód słońca na Saharze (Maroko)

Czas na cebulę w Gruzji

Patryk i Kamil zgodnie przyznają, że gdyby nie studia w Politechnice Warszawskiej, podróżowanie zgodnie z cebulanymi zasadami byłoby o wiele trudniejsze. – Na pewno życie studenckie nauczyło nas jak przetrwać w trudnych warunkach! A trochę poważniej, to faktycznie kierunek Geodezja i Kartografia i zagadnienia z nim związane takie jak mapy, GPS czy systemy informacji przestrzennych są elementami naszych podróży – stwierdzają. Podczas tegorocznych wakacji swoją wiedzę wykorzystają w podróży do Gruzji. To będzie ich najdłuższy wyjazd – poświęcą na niego miesiąc, a do pokonania będą mieli łącznie 4 tysiące kilometrów. – Liczymy około 10 dni na dotarcie do celu przez Słowację, Węgry, Rumunię, Bułgarię i Turcję. Chcemy jak najszybciej dostać się na miejsce, więc nie planujemy zatrzymywać się na dłużej w tych krajach – opisują podróż, która rozpoczęła się 17 sierpnia. – W samej Gruzji chcemy zacząć pobyt od kilkudniowego „rozchodzenia się” po Swanetii – malowniczym regionie, wokół którego rozciągają się szczyty o wysokości 4 tys. m n.p.m. Następnie przejeżdżając przez centralną część kraju pragniemy zagłębić się w kulinarnych doznaniach i poznać sławetną gruzińską gościnność. Kolejnym etapem wycieczki będzie wejście na Kazbek – 5033 m n.p.m.. Ma to być wisienka na naszym gruzińskim torcie – mówią studenci PW. Na tę wisienkę poświęcą aż 6 dni – muszą bowiem uwzględnić ewentualne załamania pogody i aklimatyzację na dużej wysokości. – W przypadku, gdy wszystko powiedzie się po naszej myśli i zostanie parę dni do powrotu, to zależy nam na odwiedzeniu sąsiedniej Armenii. Powrót planujemy już samolotem, bilety mamy zakupione na 15 września – dodają.

Nocleg na Elbie (Włochy)

Nocleg na Elbie (Włochy)

Zgodnie z tradycją cebulanych podróżników cel kolejnego wyjazdu określają podczas aktualnego wyjazdu. Zatem po powrocie z Gruzji powinniśmy poznać dalsze plany. Na razie nieśmiało stwierdzają, że po głowie chodzi im Syberia. – Pociąga nas dzikość i totalna pustka tego olbrzymiego regionu. Jednak jest to na razie nieukształtowana fascynacja – stwierdzają.

Jeśli interesuje Was podróż Kamila i Patryka do Gruzji, to polecamy Wam ich fanpage, na którym regularnie pojawiają się relacje z kolejnych etapów wyjazdu.

Paweł Gregorczyk

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s