Inżynier na bieżni

O wyjeździe na igrzyska olimpijskie, początkach kariery i o tym, jak pogodzić uprawianie sportu ze studiowaniem rozmawiamy z Damianem Czykierem, mistrzem Polski i czwartym zawodnikiem mistrzostw Europy w biegu na 110 m przez płotki oraz studentem budownictwa na Politechnice Warszawskiej.

- Zrobiłem rzut na metę, spojrzałem w prawo i widziałem, że jestem czwarty - wspomina start w mistrzostwach Europy w Amsterdamie Damian Czykier

– Zrobiłem rzut na metę, spojrzałem w prawo i widziałem, że jestem czwarty – wspomina start w mistrzostwach Europy w Amsterdamie, fot. archiwum Damiana Czykiera

Jak się czujesz przed wyjazdem do Rio?

Jak wypełniłem minimum olimpijskie i dostałem oficjalne potwierdzenie, że jadę na igrzyska, to dominowała ekscytacja. Byłem już odebrać stroje, 4 sierpnia mamy ślubowanie, 8 lub 9 sierpnia wylatujemy. Pozytywnych emocji jest bardzo dużo. Im bliżej startu, tym więcej będzie skupienia i koncentracji.

Lekkoatleci zaczynają rywalizację 12 sierpnia. Kiedy ty pojawisz się na bieżni?

15 sierpnia. Startuję wtedy w eliminacjach.

Mimo że to twój debiut olimpijski, to nie wyobrażam sobie, że jedziesz do Rio tylko pomachać flagą, a potem opowiadać: „Byłem na igrzyskach”.

To prawda. Rywalizacja sportowa polega na tym, że trzeba wygrywać. Trenuję, bo to wygrywanie, a nie branie udziału, sprawia mi największą frajdę. W Rio będę walczyć o finał [startuje w nim ośmiu zawodników – przyp. red.]. Jak oglądam swoje biegi, np. z mistrzostw Europy w Amsterdamie, to widzę tam jeszcze błędy techniczne. Brakuje mi obudowania. Tego do igrzysk nie przeskoczę, ale jak uda się poprawić pewne niuanse, to w Rio jestem w stanie pobiec na poziomie rekordu życiowego.

Sprawdziłam wyniki z igrzysk od 1992 roku. Twój najlepszy czas (13,32 s) tylko raz – w Londynie przed czterema laty – nie dał awansu do finału olimpijskiego.

Niepokojące, że to było ostatnio, ale finał to mój realny cel na Rio. Gdyby cała czołówka pobiegła życiówki, trzeba by mieć wynik 13,10 s, żeby awansować, ale to tak nie działa. Jest duża impreza, pojawiają się błędy, nerwy.

Podczas Halowych Mistrzostw Polski Toruń 2015, fot. archiwum Damiana Czykiera

Podczas Halowych Mistrzostw Polski Toruń 2015, fot. archiwum Damiana Czykiera

Jak ty radzisz sobie z presją?

Teraz mam luźną głowę. To kwestia doświadczenia. Kilka lat temu stresowałem się na mistrzostwach Polski, ale to zabija, ma się wtedy ciężkie nogi.

Tak po prostu udało ci się wyeliminować nerwy?

Zacząłem mocno trenować. Jak człowiek jest przygotowany i osiąga dobre wyniki, to nie ma stresu.

Opowiedz, jak to się w ogóle stało, że zacząłeś biegać przez płotki.

Jestem ze sportowej rodziny: tata był piłkarzem, mama koszykarką. Musiałem uprawiać sport (śmiech). Ta adrenalina bardzo mnie nakręcała. Grałem w piłkę nożną, w koszykówkę, w hokeja… Jak poszedłem do liceum, to te wszystkie moje sporty się pokończyły. Wtedy trafiłem na trenera lekkoatletycznego, który każdego zawodnika wysyłał na płotki. Przyszedłem, spróbowałem i mi się spodobało. Po trzech miesiącach treningu pojechałem na mistrzostwa Polski juniorów młodszych i już walczyłem o miejsca na podium. W lekkoatletyce tak już jest – jak się poczuje klimat i adrenalinę zawodów, to się zostaje.

W wywiadach wspominasz, że przez trzy lata trenowałeś płotki półprofesjonalnie.

Tak, w liceum, dlatego że nie był na mnie jeszcze wtedy nałożony trening siłowy. Bazowałem na samym talencie, ćwiczyłem elementy techniczne i miałem treningi sprawnościowo-gibkościowe.

Byłeś obiecującym sportowcem, twoi rodzice zawodowo uprawiali sport. Dlaczego po liceum wybrałeś studia na Politechnice Warszawskiej?

Od zawsze miałem smykałkę do matematyki, dobrze radziłem też sobie z fizyką. Wygrywałem różne konkursy, byłem w czołówce w „Kangurze”, mam taki dyplom z podstawówki „As matematyki”. Wybór Politechniki był czymś naturalnym. Chciałem studiować na najlepszej technicznej uczelni w kraju. Zwłaszcza że nie miałem sprecyzowanych planów i celów sportowych.

A dlaczego zdecydowałeś się akurat na budownictwo?

Z dwóch powodów. Po pierwsze, były tam najwyższe progi punktowe, zaraz po informatyce. A informatyka mnie w ogóle nie kręciła. Po drugie, mogę powiedzieć, że budownictwo to moja pasja. W dzieciństwie byłem wielkim fanem kloców Lego, miałem ich mnóstwo. Znalazłem nawet rysunek boiska piłkarskiego, z dokładnie zaznaczonymi wymiarami, chyba z przedszkola. Potem takich ogólnych zasad rysunku technicznego uczyłem się na pierwszym roku studiów.

Na zajęciach z geodezji z kolegami z grupy V, fot. archiwum Damiana Czykiera

Na zajęciach z geodezji z kolegami z grupy V, fot. archiwum Damiana Czykiera

Wybrałeś niełatwy kierunek. Jak udawało ci się połączyć studia z uprawieniem sportu?

Wszystko, co robiłem, sprawiało mi przyjemność. Od 8 do 15 chodziłem na zajęcia, na 17 jechałem na trening, o 20-21 byłem w domu. Nie potrzebowałem dużo wolnego czasu na rozrywki. Wystarczało, że miałem wolny weekend. Największy problem to wyjazdy na obozy, na 2 albo nawet 3 tygodnie. Kiedy z nich wracałem, nie wiedziałem, co działo się na uczelni. Chociaż kiedy mój poziom sportowy był niższy, tzn. walczyłem o medale mistrzostw Polski, ale nie jeździłem na imprezy międzynarodowe, było łatwiej pogodzić studia i bieganie. Teraz sport zabiera mi bardzo dużo czasu.

Często ludzie nieznający życia sportowca uważają, że zawodnicy, którzy studiują, mają na uczelniach taryfę ulgową.

Nigdy nie było tak, że przychodziłem na zajęcia, mówiłem „dzień dobry” i dostawałem piątkę. Nie o to mi chodzi. Poszedłem na studia, żeby zdobyć jak najwięcej wiedzy i tytuł inżyniera, a potem znaleźć pracę w zawodzie.

Zdarzało się, że prosiłem o dodatkowe terminy kolokwiów czy egzaminów, bo miałem obozy albo starty. W załatwieniu formalności, np. związanych z urlopami, bardzo pomagała mi dr Bogumiła Chmielewska, prodziekan ds. studiów na Wydziale Inżynierii Lądowej. Pamiętam też egzamin z materiałów budowlanych u dr. hab. inż. Piotra Woyciechowskiego. Pisałem go razem ze studentami zaocznymi. Przyszedłem przygotowany, dostałem czwórkę, pan doktor mnie pochwalił, że tak dobrze wypadłem. Wciąż mi dopinguje, trzyma kciuki. Po czwartym miejscu na mistrzostwach Europy w Amsterdamie wysłał gratulacje.

Mówisz, że w przyszłości chcesz pracować w branży budowlanej. Ale jedziesz na igrzyska olimpijskie. Musiał być taki moment, kiedy powiedziałeś sobie: „Teraz stawiam na sport”.

Na drugim roku studiów, po trzecim semestrze, postanowiłem skupić się na sporcie i wziąłem urlop na uczelni. Decyzja okazała się katastrofą, bo złapałem kontuzję. Ale dzięki temu, jak wróciłem na studia w kolejnym roku, miałem tylko jedne zajęcia i mogłem poświęcić się treningowi. Zrobiłem wtedy megapostęp.

Najśmieszniejsze jest to, że na najwyższy sportowy poziom wszedłem, kiedy powiedziałem sobie, że biorę się ostro za studia. To było na trzecim roku, mówi się, że najtrudniejszym na budownictwie. Semestr trwa 15 tygodni, a ja przez 14 weekendów siedziałem i robiłem projekty. W tygodniu nie miałem na to czasu przez zajęcia i treningi. Kiedy porządnie wziąłem się za naukę, wypełniłem pierwsze minimum na międzynarodową imprezę – halowe mistrzostwa Europy w Pradze w 2015 roku. Od tego momentu znów postawiłem na sport.

Tym razem z powodzeniem.

Bardzo żałuję zeszłego roku. Forma zwyżkowała, pojechałem na Uniwersjadę do Korei, celem był medal. Przed wyjazdem nabawiłem się urazu mięśnia dwugłowego uda. Przez własną głupotę. Miałem przeprowadzkę, nosiłem rzeczy, a potem poszedłem na trening. Musiałem się sprężyć, na maksa pobiec jakieś odcinki, na jednym z nich ciach, naciągnąłem mięsień. W Korei nie byłem w stanie normalnie trenować. W dniu startu ból odpuścił i mogłem pobiec. Byłem czwarty. Na mecie płakałem ze szczęścia, że udało się wystartować, ale gdybym był zdrowy, spokojnie walczyłbym o podium.

W tym roku nie popełniłem już takiego błędu i kiedy zmieniałem mieszkanie, zadzwoniłem do firmy przeprowadzkowej.

Damian Czykier2

Uniwersjada 2015, fot. archiwum Damiana Czykiera

Po kolejnym czwartym miejscu, tym razem w tym roku na mistrzostwach Europy w Amsterdamie, był niedosyt?

Był, zaraz po biegu. Zrobiłem rzut na metę, spojrzałem w prawo i widziałem, że jestem czwarty. Podskoczyłem ze złości, bo wiedziałem, że to nie był mój idealny bieg. Na starcie zacząłem się za bardzo ścigać, zamiast płasko i szybko pokonać pierwsze płotki. Chłopaki mi wtedy odjechali. Teraz cieszę się z tego wyniku i celuję wyżej w przyszłym roku. Mój organizm nie jest jeszcze maksymalnie wytrenowany. Mam czwarty wynik w historii polskiej lekkoatletyki. Byłoby szkoda nie postarać się, żeby był pierwszy [rekord Polski na 110 m przez płotki to 13,26 s – przyp. red.].

Niezależnie od wyników, w tym także startu w Rio, wrócisz na Politechnikę?

Oczywiście. Żeby mieć tytuł inżyniera, zostało mi jeszcze sześć egzaminów, dwa chcę zdać we wrześniu. A potem sprężyć się na sesję i napisać pracę dyplomową.

Damian Czykier4

Z trenerem Pawłem Rączką na Halowych Mistrzostwach Polski w Spale, fot. archiwum Damiana Czykiera

Damian Czykier urodził 10 sierpnia 1992 roku. Reprezentuje klub Podlasie Białystok. Jest synem Dariusza Czykiera (byłego piłkarza m.in. Jagiellonii Białystok i Legii Warszawa) i Elżbiety Stankiewicz (w przeszłości koszykarki Włókniarza Białystok i Polonii Warszawa).

Damian ma na swoim koncie wiele medali mistrzostw Polski (indywidualnie oraz w sztafetach 4×100 i 4×400 m, z otwartego stadionu i z hali). W tym roku po raz pierwszy w karierze został mistrzem Polski na 110 m przez płotki. Kilkakrotnie poprawiał też swój rekord życiowy. Najlepszy czas – 13,32 s – ustanowił w półfinale mistrzostw Europy w Amsterdamie. Rekord Polski Artura Nogi wynosi 13,26 s. Rekord świata na tym dystansie – 12,80 s – należy do Amerykanina Ariesa Merritta.

Do tej pory tylko trzech Polaków startowało w finale olimpijskim biegu na 110 m przez płotki. Piąte miejsce zajęli Jan Pusty (1980) i Artur Noga (2008), a szósty był Leszek Wodzyński (1972).

W czasie biegu na 110 m przez płotki zawodnicy pokonują dziesięć płotków, każdy wysokości 106,7 cm.

Sportowe poczynania Damiana Czykiera można śledzić na jego na fanpage’u

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s