Start-up ludźmi stoi, czyli „edukacja, głupcze!”

„Jednym z najbardziej szkodliwych stereotypów w świecie start-upów jest przekonanie, że wystarczy mieć pomysł i że to on jest bazą na start-up. To nieprawda. Bazą są ludzie i odpowiednie warunki, by ci ludzie mogli działać” – o tym, czy pieniądze rozwiązują wszystkie problemy w biznesie oraz  co zrobić, aby genialne pomysły naszych wynalazców wdrażać w życie, mówi dr Agnieszka Skala, adiunkt na Wydziale Transportu PW, współautorka raportów o polskich start-upach.

Dr Agnieszka Skala - inicjatorka i koordynatorka badania polskich startupów.

Dr Agnieszka Skala – inicjatorka i koordynatorka badania polskich start-upów.


Dawniej, jeśli ktoś zaczynał rozkręcać swój biznes, to po prostu był początkującym przedsiębiorcą. Dziś prowadzi start-up. Dla wielu to po prostu zabawa dla dzieci bogatych rodziców.

Agnieszka Skala: Start-upy to bardzo atrakcyjny temat, media niestety często wprowadzają do niego sporo zamętu. Krążą w opinii publicznej jakieś nośne hasła, które niekoniecznie mają cokolwiek wspólnego z rzeczywistością. Jak choćby to, że start-upy zakładają młodzi, szukający swojego miejsca w biznesie, ludzie. Nasze badania dowodzą, że większość start-upów zakładają ludzie już mający jakieś doświadczenie zawodowe, w dużej mierze trzydziestokilkulatkowie, ale i starsze osoby. Ja siedzę w tym środowisku od 2010 roku i zmiany, jakie zaszły przez te sześć, siedem lat są ogromne. Jeśli chodzi o gęstość tego środowiska, jego dojrzałość, dojrzałość samej branży, to jest ogromna różnica. Sama zauważam taki trend, że na warsztaty, które prowadzę, przychodzą coraz starsi ludzie.

No tak, w końcu skąd 20-latkowie mają mieć pieniądze na biznes? Z badań wynika, że nawet 50–60 proc. start-upów finansuje się wyłącznie ze środków własnych.

Czasy, w których zdobywało się finansowanie na pomysł czy zarys koncepcji bezpowrotnie minęły. Teraz, żeby zdobyć finansowanie zewnętrzne, nawet publiczne, trzeba już coś mieć, działać. Więcej etapów rozwoju start-upu trzeba pokrywać z własnej kieszeni. Firmy na coraz późniejszych etapach swojej działalności aplikują o pomoc finansową. Jednocześnie, coraz bardziej powszechna staje się wiedza, że im później do projektu dołożymy finansowanie, tym lepiej dla niego samego.

Mówi się, że w start-up wpisana jest porażka. Wciąż zaczynanie od nowa, poszukiwanie kolejnych rozwiązań. Czy wychowanie młodego pokolenia w atmosferze konieczności osiągnięcia sukcesu sprzyja takiej drodze? Czy my jesteśmy na to gotowi?

Od najmłodszych lat dzieci uczą się w szkole, że jest jedyna prawidłowa droga, aby dojść do jedynej słusznej odpowiedzi. System nauki w ogóle nie sprzyja porażkom. Naukowcy mają narzuconą ogromną presję czasu. Robienie biznesu w trybie start-upowym bardzo przypomina robienie eksperymentów…

…naukowcy powinni być do tego przygotowani, przyzwyczajeni.

No właśnie, jeżeli ktoś chce komercjalizować naukę albo działać w branży cyfrowej, musi być cały czas czujny, cały czas otwarty na zmiany, na nowe pomysły, realizacje. To jest nierozłącznie związane z porażką. Angry Birds były pięćdziesiątą drugą grą wprowadzaną na rynek przez Rovio. Kogo stać mentalnie na pięćdziesiąt jeden prób? Czy my tego uczymy w szkole? Myślę, że w ogóle. Uczymy tego, że mamy jedno podejście, bo tak jest łatwiej.

Czy mamy w Polsce zatem szansę na start-upy na miarę Facebooka czy Google’a?

Ja wolę mieć 100 firm, które porównałabym do stada słoni niż jednego jednorożca. Jasne, medialnie sukces na miarę Facebooka jest dużo bardziej atrakcyjny, ale nie o to chodzi. Poza tym, powstają w Polsce nowoczesne firmy, które mają przyzwoitą kapitalizację, np. CD Projekt, LiveChat, Brand24, które sprzedają fajny produkt globalnie. Jednak pomiędzy start-upami z branży cyfrowej, a tymi zajmującymi się komercjalizacją nauki jest przepaść. Powód tej przepaści upatruję w dostępie do kadr, ponieważ uporczywie twierdzę, że start-upy tworzą ludzie, a nie pomysły. Wszyscy czekamy aż pojawią się wreszcie ludzie z doświadczeniem w realizacji tego typu projektów, zarówno od strony finansowej, wykonawczej, jak i prawnej.

Co powinniśmy zrobić, żeby to zmienić? Czy możemy wszystko tłumaczyć brakiem odpowiednich środków czy kadr, a może w grę wchodzą jeszcze inne czynniki?

Potrzebne jest nam edukowanie w zakresie przedsiębiorczości, choćby super kreatywnych osób z kół naukowych, absolutnej śmietanki studentów Politechniki. Taka edukacja oczywiście istnieje, ale w niedostatecznym zakresie, musimy prowadzać ją na masową skalę i zadbać o jej najwyższą jakość, a nie najniższą cenę. Poza tym, tutaj pojawia się odwieczny problem: jeśli ktoś jest wynalazcą, to chce być wynalazcą, a nie biznesmanem. Z drugiej strony fakt, że jesteśmy na uczelni technicznej powoduje, że chciałoby się, aby te wynalazki czy inne rozwiązania znalazły swoje zastosowanie. To, że tak się nie dzieje, to nie jest tylko nasz problem. Cała Europa się z nim zmaga. Nie ma opracowanego jednego uniwersalnego systemu transferu nowych technologii do przemysłu.

Stworzenie takich rozwiązań, wspomaganie tych wdrożeń to kwestia ogromnych inwestycji. No i znów wracamy do pieniędzy.

Nie jestem zwolenniczką tezy, że jak się coś wykąpie w pieniądzach, to na pewno urośnie. Jest to najprostsza droga. Tak naprawdę liczą się ludzie, którzy wkładają w biznes swój wysiłek i wiedzę. Powtórzę – trzeba zacząć od edukacji. Brak wiedzy oraz posługiwanie się stereotypami i utrwalanie ich powodują, że tworzymy zamknięte ekosystemy, które napędzają wzajemną nieufność. W Polsce kwitnie wciąż przekonanie, że przedsiębiorczość polega na kombinowaniu. Potrzebujemy wymieszania środowisk biznesowych i naukowych, które będą dzielić się miedzy sobą doświadczeniami, wiedzą. Trzeba wysyłać ludzi za granicę, żeby przesiąkli inną atmosferą, żeby zobaczyli, że coś się może udać. Oczywiście sztuką jest ich później ściągnąć z powrotem do kraju. To, że nasi studenci biorą udział w międzynarodowych konkursach, to już jest super. Uczelnie nie mogą skąpić pieniędzy na takie wyjazdy.

Strasznie pesymistycznie to brzmi. Jednym słowem – Polska nie dorosła do sukcesów w biznesie?

Nie, to nie tak. Na polskim rynku już tworzy się coś bardzo ciekawego. Powinniśmy przede wszystkim nauczyć się cierpliwości. To są procesy, które cały czas zachodzą, które, jestem przekonana, prowadzą do czegoś fajnego. Ta nowoczesna przedsiębiorczość jest dużo bardziej wyrozumiała na ludzkie słabości, na to, że nie wszystko musi się udać za pierwszym razem. W dużej mierze stawia na współpracę, dzielenie się wiedzą. Zakłada taki dawny uniwersytecki układ: mentor – uczeń. Dajmy sobie czas. Sama widzę, jak ogromny postęp się dokonał w świecie start-upów. Teraz czas, żeby dołączyły do tego uczelnie.

Agnieszka Skala – doktor nauk ekonomicznych, absolwentka SGH, adiunkt na Politechnice Warszawskiej, współzałożycielka i prezes Szkoły Przedsiębiorczości Innovation Nest SPIN. Prowadzi zajęcia z zarządzania start-upem na Politechnice Warszawskiej i w Akademii Leona Koźmińskiego. Pracuje naukowo w obszarze edukacji i rozwoju przedsiębiorczości wysokiej techniki. Członek Rady Programowej Fundacji Startup Poland. Inicjatorka i koordynatorka badania polskich start-upów. Wspiera wartościowe inicjatywy edukacyjne na styku nauki i biznesu.

Reklamy

3 thoughts on “Start-up ludźmi stoi, czyli „edukacja, głupcze!”

  1. Bardzo treściwy wywiad. Ciekawy obraz polskiej kondycji biznesowej – wszyscy wyglądają za Unicornem na miarę Facebooka, czy Google, a często zapominamy o firmach z naszego podwórka o globalnym zasięgu. Myślę, że warto napomknąć o firmie Wish, której CEO jest Polak. A być wymienianym obok LiveChat, CD Projekt to dla nas ogromny zaszczyt i jako Brand24 mamy nadzieję budować globalny wizerunek jeszcze skuteczniej. Dziękujemy!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s