Franek, dasz radę!, czyli najlepsze wsparcie świata

W reklamie Werther’s Original wnuczek opowiada o pierwszym cukierku, który dostał od swojego dziadka. Wspomina to z wielkim wzruszeniem. Ale i tak nie może się ono równać z prezentem, który naszemu studentowi – Frankowi Mireckiemu podarowali jego dziadkowie.

sam_8614a

Na początku studiów Franek otrzymał od swoich dziadków niezwykłe wsparcie, fot. BPI

Na początku października 2016 roku otrzymaliśmy niezwykłą wiadomość na oficjalnym koncie Politechniki Warszawskiej na Snapchacie. Były to dwa zdjęcia przedstawiające przypinkę naszej Uczelni wpiętą w biały kartonik z napisem „Franek dasz radę”. Nadawca wiadomości napisał, że znaczek to prezent od dziadków i że pochodzi sprzed 60 lat. Postanowiliśmy, że musimy poznać historię tego prezentu i – przede wszystkim – poznać Franka i jego dziadków.

Taka dziewczyna idzie, Zośka

Zofia i Jerzy Przeździakowie są absolwentami Politechniki Warszawskiej. Oboje skończyli chemię. Czasy były wtedy trudne – koniec lat 50., co prawda już po śmierci Józefa Stalina, ale z szalejącym w najlepsze komunizmem. Mimo to pani Zofia i pan Jerzy studia wspominają z rozrzewnieniem.

Pan Jerzy: – Jak się z żoną poznaliśmy? O, dokładnie pamiętam! W Gmachu Starej Chemii, na pierwszym piętrze była nieczynna szatnia. To był taki kącik towarzyski.

Pani Zofia: – Chłopacy palili tam papierosy i namawiali do tego dziewczyny.

Pan Jerzy: – Wtedy wszyscy palili, normalnie, na uczelni. Robiliśmy też inne absolutnie zakazane rzeczy jak gra w brydża. Dostałem za to nawet naganę do indeksu. No ale w tej szatni stoję kiedyś z kolegą, on mówi: „Słuchaj, taka dziewczyna idzie, Zośka”. Podeszła, „Dzień dobry”, „Dzień dobry”.

Pani Zofia: – To taka luźna rozmowa była.

Pan Jerzy: – Dopiero po pół roku czy po roku okazało się, że to większa sympatia. Potem się rozstaliśmy, ale w końcu uznaliśmy, że to jednak to. Poznaliśmy się w 1954 roku, a pobraliśmy się w 1959, kończąc studia.

Prezent na imieniny

Państwo Przeździakowie czekali 60 lat na kolejną osobę z rodziny, która postanowi kształcić się na Politechnice Warszawskiej. Podkreślają, że bardzo cię ucieszyli, kiedy Franek powiedział im, jaką uczelnię wybrał. Wiedząc, że początki studiowania bywają trudne, postanowili wesprzeć wnuka w wyjątkowy sposób – podarowując mu znaczek PW. – Kupiłem go, jak byłem jeszcze studentem – mówi pan Jerzy. – Kiedy się dowiedziałem, że Franek wybiera się na Politechnikę, postanowiłem mu go dać. Na początku października miał imieniny, więc była dobra okazja.

– To jeden z najlepszych prezentów w moim życiu – mówi Franek. – To lokata, że muszę dać radę. Na początku studia to duże zaskoczenie, wyzwanie. Podoba mi się, ale nie jest łatwo.

znaczek

Takie zdjęcia wysłał nam Franek na Snapchacie, fot. Snapchat

Franek studiuje fizykę techniczną. – Od jakiejś trzeciej klasy gimnazjum wiedziałem, że chcę iść w kierunku technicznym, zacząłem się bardziej interesować matematyką, fizyką – opowiada. – Jakiś wpływ miał na to mój tata. Z zawodu jest psychologiem, ale zawsze był ciekawy różnych zjawisk przyrodniczych. Jak byłem mały, to dużo na takie tematy rozmawialiśmy.

Studia fizyczne nie były jednak jedynym pomysłem Franka. – Myślałem o tym, żeby iść na informatykę, ale przekalkulowałem i uznałem, że mam większe szanse dostać się na fizykę – tłumaczy.

To wahanie łączy Franka z jego dziadkami. Babcia miała dylemat: chemia czy medycyna, dziadek wybierał między chemią a architekturą. Ostatecznie oboje zdecydowali się na chemię, ale ich zawodowe losy potoczyły się inaczej. Pani Zofia 30 lat przepracowała w Instytucie Tele- i Radiotechnicznym. O dawnej pasji jednak nie zapomniała. Interesuje się medycyną niekonwencjonalną i żartuje, że jest lekarzem wszystkich swoich koleżanek. Pan Jerzy z kolei długo pracował w budownictwie, a potem przejął od swojego ojca zakład ślusarski i był miejskim radnym w Otwocku. Dzisiaj jest tam starszym cechu i zasiada w zarządzie stowarzyszenia.

Już ten zeszyt wczoraj widziałem

Państwo Przeździakowie zgodnie przyznają, że studia to najpiękniejszy okres w życiu. Z tym czasem wiążą się liczne wspomnienia.

Pan Jerzy: – Pamiętam kolokwium z chemii organicznej, to był chyba trzeci rok. Poszedłem na nie zupełnie nieprzygotowany. Franek, nie słuchaj tego. Na roku była nas czwórka takich zapalonych brydżystów. Tego dnia byliśmy w świetnych humorach, siedzieliśmy na górze w audytorium Starej Chemii. Profesor przyszedł, każdemu rozdał tematy. Popatrzyłem. Kompletnie nic nie widziałem, ale głupio było oddać pustą kartkę ze swoim nazwiskiem. Położyłem tylko czystą i wyszedłem. Wtedy ktoś mi mówi: „Jurek, nie bądź głupi, masz tu odpowiedzi i przepisuj”. Wydało mi się, że to niezły pomysł. Przepisałem i dałem komuś, żeby położył profesorowi. Na następne spotkanie profesor przyniósł kolokwia i pyta: „Czy jest na sali pan Przeździak? Nie ma? To ja państwu powiem, jak rozwiązał kolokwium. Czterech panów przyszło w znakomitych humorach. Poprosiłem asystentów, żeby na ich kartkach zaznaczyli numer tematu kółkiem. Pan Przeździak siedział, nic nie napisał, oddał czystą kartę, a potem napisał wszystko na zewnątrz. Dostałby 2, ale dostaje 0. Teraz żeby zaliczyć, będzie musiał być bardzo dobrze przygotowany”. Było mi głupio. Ostro się wtedy uczyłem i zdałem. Profesora przeprosiłem.

Pani Zofia: – Wykłady z automatyki… Nic z nich nie rozumiałam. Profesor mówił do tego tak szybko, że mazałam w pośpiechu, żeby mieć przynajmniej notatki. Wszyscy chcieli potem pożyczać ode mnie zeszyt.

Pan Jerzy: – Egzamin z fizyki zaczynał się o 7 rano. Każdy musiał przynieść na niego swój zeszyt. Jak ktoś czegoś nie umiał, profesor kazał zaglądać do notatek. Nie prowadziłem ich specjalnie starannie. Pożyczyłem od kogoś zeszyt. Był obłożony w taki znaczący kolorowy papier. Ja, głupi, nawet go nie zdjąłem. Jak profesor zapytał, czy to moje notatki, powiedziałem, że tak. „Nie są pana, bo już ten zeszyt wczoraj widziałem”. Tak że Franek, widzisz, nie warto oszukiwać.

Pani Zofia: – Ja zupełnie nie umiałam narysować żadnego przekroju, jak nie inżynier. Na egzaminie się jeszcze zdenerwowałam. I siedzę. Mieliśmy takiego asystenta, któremu wpadłam w oko. Podchodził do mnie, pytał i tak wyszło, że wszystko mi dobrze narysował.

W latach 50. nieodłącznymi elementami studiowania były także zajęcia z marksizmu-leninizmu. Wykładająca przedmiot prowadząca była bardzo oddana sprawie, tak bardzo, że nie pozwalała zwracać się do siebie inaczej niż „Towarzyszko”.

Pan Jerzy: – Miałem na nią metodę: nie czytałem tych wszystkich książek, tylko przypisy. Potem zabierałem głos, a ona na to: „Widzę, towarzyszu, wy się interesujecie, wy wiecie…”.

Pani Zofia: – Ja oblałam ten egzamin. Mój ojciec zawsze bardzo przeżywał moje studia, więc zanim dojechałam do domu, dzwoniłam i mówiłam, jak mi poszło. Wtedy nie zadzwoniłam, nie chciałam, żeby się denerwował. Wróciłam smutna i mówię: „Tato, niestety oblałam”. A on powiedział: „Jestem z ciebie dumny, córko”. Humor mi się od razu poprawił. Potem się wykułam i zaliczyłam.

Tylko pozytywne rady

W opowieści dziadków Franka są też elementy dobrze znane i dzisiejszym studentom Politechniki Warszawskiej: wspólne siedzenie przy fontannie na Kampusie Centralnym, kupowanie ciastek w cukierni B. Wróbel, wykładowcy informujący, jak drastycznie zmniejsza się liczba studentów kierunku po kolejnych latach nauki.

– Nie ostrzegamy Franka, udzielamy mu pozytywnych rad – mówi pan Jerzy.

– On jest bardzo uzdolniony matematycznie – chwali pani Zofia. – Najważniejsze to chodzić na zajęcia i robić notatki.

sam_8618a

Franek studiuje fizykę techniczną, fot. BPI

Jeśli ma się takie wsparcie ukochanych dziadków, a dodatkowo taką pamiątkę, jak przechowywany przez lata znaczek Politechniki Warszawskiej, nawet najtrudniejsze egzaminy nie wydają się ani trochę straszne.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s