#ludziePW Harry Potter studiowałby na Politechnice Warszawskiej

Świst przelatującego milimetry od ucha tłuczka, pogoń za przeciwnikiem kilkadziesiąt metrów nad ziemią i oto na horyzoncie pojawia się on – mały, błyszczący i tak drogocenny – złoty znicz. Lecisz po niego, wyprzedzając szukającego przeciwnej drużyny. Łapiesz małą kulkę i tym samym kończysz grę. Twoja drużyna właśnie zdobyła sto pięćdziesiąt punktów i wygrała ważny mecz. Tak to wyglądało w magicznym świecie Harry’ego Pottera. A jak to wygląda u „mugoli”? W miniony weekend miałam przyjemność przekonać się o tym na własne oczy podczas otwartego treningu jednej z polskich drużyn quidditcha – Warsaw Mermaids, w której gra czworo studentów Politechniki Warszawskiej.

Warsaw Mermaids_03

Quidditch jest sportem koedukacyjnym – drużyna liczy 7 osób, z czego maksymalnie 4 osoby mogą być jednej płci, fot. Facebook Warsaw Mermaids – Quidditch Team

Na treningach spotykają się dwa razy w tygodniu, wieczorami. Trening trwa około 3 godzin, zawsze na dworze – zimą również. Zawodnicy spotykają się na Polu Mokotowskim lub na oświetlonym boisku typu „orlik”. Zaczyna się rozgrzewka. Skip A, skip B, rozciąganie, pompki – ważne, aby rozgrzać każdą część ciała. Quidditch to nie zabawa, a ciężki wysiłek fizyczny, dlatego należy zadbać o swoje mięśnie i stawy. Łyk wody i przechodzimy do kolejnego etapu – ćwiczenia dla ścigających, a następnie „igrzyska pałkarskie”, które pozwalają oswoić się z grą tłuczkami i unikaniem ich.

– Następnie gramy około 40-minutowy mecz, który dzielimy na 2 części: pierwszą – taktyczną, podczas której robimy często przerwy, omawiamy co robiliśmy źle, jak mamy atakować – opowiada Michał Glinka, student IV roku na Wydziale Elektroniki i Technik Informacyjnych Politechniki Warszawskiej. – Później zaczynami taki faktyczny mecz z pełnymi zasadami. Na koniec rozciągamy się.

Przeniknięcie gry do świata „mugolskiego”

W 2005 roku Xander Manshel oraz Alex Benepe, dwaj studenci Middlebury College w USA, wpadli na genialny pomysł – postanowili przenieść quidditcha, grę wywodzącą się z powieści o Harry’m Potterze, do świata „mugoli”. Z roku na rok nowa dziedzina sportu stawała się coraz bardziej popularna. Pięć lat później powstała międzynarodowa organizacja International Quidditch Association, która sprawuje pieczę nad zasadami gry i międzynarodowymi rozgrywkami. Obecnie w quidditcha gra się na całym świecie.

– Piłka do siatkówki pełni rolę kafla – tłumaczy zasady Michał. – To nim grają obrońca i trzech ścigających w każdej drużynie. Biegają po całym boisku, podają do siebie. Przerzucenie kafla przez pętlę, którejkolwiek ze stron, daje danej drużynie 10 punktów, czyli podobnie jak w książkach autorstwa J.K. Rowling. Role tłuczków pełnią czerwone piłki do zbijaka. Na boisku są 3 tłuczki, 4 pałkarzy – po dwóch na każda drużynę. Pałkarze starają się przeszkodzić ścigającym w zdobywaniu bramek. Jeżeli ktoś oberwie takim tłuczkiem, jest zbity i musi wyciągnąć miotłę spomiędzy swoich nóg, pobiec z powrotem do swoich bramek i „odbić się”. Dopiero wtedy może ponownie wsiąść na miotłę i wrócić do gry. Natomiast obrońca, który broni się w swoim polu nie może być zbity.

Gra w quidditcha to spory wysiłek fizyczny. Sport ten łączy ze sobą elementy rugby, zbijaka i piłki ręcznej. Zawodnicy muszą nosić ochraniacze na zęby, nie wolno im mieć dłuższych paznokci. Niewskazana jest również gra w okularach korekcyjnych. Pałkarze, ścigający, obrońcy i szukający stanowią osobne sekcje gry. Kontakt fizyczny dozwolony jest wyłącznie w obrębie tych sekcji. Przeciwnika zawsze można dotykać, ale z zachowaniem pewnych zasad, m.in. z wyjątkiem popychania i blokowania ciałem, kontakt może być rozpoczęty tylko na przeciwniku, który ma piłkę. W takiej sytuacji zawodnik może chwycić, wpaść na niego lub nawet go przewrócić. Gra dla „prawdziwych mężczyzn”? Nic bardziej mylnego! Quidditch jest sportem koedukacyjnym – drużyna liczy 7 osób, z czego maksymalnie 4 osoby mogą być jednej płci.

– Od 17 minut na boisku pojawia się złoty znicz, minutę później do gry wkraczają szukający (po jednym na każdą drużynę) – wyjaśnia Michał Glinka. – Zniczem jest osoba, która ma na sobie złote spodenki, do których doczepiona na rzep jest piłeczka tenisowa, umieszczona w woreczku. Zadaniem szukających jest oderwanie znicza od spodenek. Jest to bardzo trudne, ponieważ szukających obowiązują te same zasady, co pozostałych graczy: muszą mieć miotłę między nogami, mogą zostać zbici przez pałkarzy, a wtedy muszą wrócić do swoich bramek by móc ponownie rozpocząć grę.

Złoty znicz nie ma miotły i może robić wszystko, aby obronić się przed szukającymi: odpychać, wyrywać miotłę, a nawet rzucać ich na ziemię. To jest ciężka walka. Złapanie znicza kończy mecz, a drużyna szukającego, któremu to się udało, otrzymuje 30 punktów.

Warsaw_Mermaids_04

Gra w quidditcha to spory wysiłek fizyczny. Sport ten łączy ze sobą elementy rugby, zbijaka i piłki ręcznej, fot. Facebook Warsaw Mermaids – Quidditch Team

Student PW lata na miotle?

Michał Glinka, który studiuje na Wydziale Elektroniki i Technik Informacyjnych, choć ma dużo zajęć na uczelni, dwa razy w tygodniu poświęca kilka godzin, aby trenować razem ze swoją drużyną. Jak opowiada, do Warsaw Mermaids nie trafił z powodu fascynacji magicznym światem opisanym w powieściach o Harrym Potterze, ani z chęci latania na miotle. Zawsze interesował się sportem, a do quidditcha namówił go kolega.

– Mój znajomy brał udział w zlocie Harry’ego Pottera, gdzie jedna z drużyn zagrała pokazowy mecz – opowiada. – Wtedy po raz pierwszy usłyszałem, że ludzie naprawdę grają w quidditcha. Postanowiłem sam spróbować i tak zostało.

W Polsce jest około 8 drużyn quidditcha, w tym działająca od 2014 roku grupa Warsaw Mermaids. Zespół jest aktualnym mistrzem Polski. Drużyna wzięła udział w Pucharze Europy w Belgii i choć nie przeszła dalej, to zaliczyła swoje pierwsze międzynarodowe zwycięstwo z drużyną z Milano i wróciła z bagażem cennych doświadczeń.

Wymagający sport czy jednak zabawa?

Mecz trwa już kilka minut. Widzę jak zawodnicy zmieniają się co jakiś czas na boisku. Niektórzy potrzebują napić się wody, inni muszą złapać oddech po mocniejszym faulu. Jak mówi jedna z zawodniczek, również studencka Politechniki Warszawskiej, niestety graniem w quidditcha nie można zaliczyć WF-u na uczelni. A szkoda – byłoby wielu chętnych, ponieważ cała drużyna składa się głównie ze studentów warszawskich uczelni.

Warsaw_Mermaids_05

Złapanie znicza kończy mecz, a drużyna szukającego, któremu to się udało, otrzymuje 30 punktów, fot. Facebook Warsaw Mermaids – Quidditch Team

Wreszcie wybija siedemnasta minuta gry i na boisko wchodzi złoty znicz. Na linii boiskowej już czekają szukający. Dostają sygnał i pędem „wlatują” na boisko w pogoni za zdobyczą. Nie jest łatwo. Michał uprzedzał, że walka ze złotym zniczem jest ciężka, ale nie sądziłam, że aż tak. Dwóch zawodników stara się go przechytrzyć i oderwać piłkę od spodenek. Podczas tego meczu rolę znicza odgrywa silny chłopak, jego przeciwnikami są dużo niższy kolega oraz dziewczyna. Ta jednak nie daje za wygraną i to ona sprawia zniczowi najwięcej problemów. Przyglądając się ich potyczce, przypominają mi się słowa Michała, który podkreślał, że znicz może właściwie wszystko: gwałtownie wyrywa spomiędzy nóg „miotłę”, popycha, trzyma mocno ręce i rzuca na „glebę”. Wreszcie przegrywa i worek z piłką tenisową zdobywa jeden z szukających.

Jest godzina 18. Trening na Polu Mokotowskim przyciąga publiczność. Pytają co tutaj robimy, czemu zawodnicy grają z kijkami między nogami.

– Zazwyczaj ludzie jedynie przyglądają się naszym treningom – śmieje się Michał. – Jednak zdarza się, że zachęcony przez nas widz, zgadza się do nas dołączyć.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s