#ludziePW Janusz Walo: „Na spotkanie do Ministerstwa jeżdżę na rowerze”

Profesor PW, działacz społeczny i miłośnik jazdy na rowerze. Urodził się w Kamieniu na Lubelszczyźnie, skończył Technikum Geodezyjne w Żelechowie. Od 1986 roku, gdy rozpoczął studia, związany z Politechniką Warszawską. W 2016 został wybrany na stanowisko Prorektora ds. Studenckich PW. Od 2017 roku pełni funkcję Prezesa Stowarzyszenia Geodetów Polskich. Nic dziwnego, że grafik spotkań Janusza Walo jest wypełniony po brzegi. Mimo to, pod koniec kwietnia udało nam się z nim spotkać i porozmawiać.

Prorektor-ds-Studenckich-PW

„Fajna zabawa i małe wyzwanie, ale było warto”,  źródło: Twitter @ProrektorPW

Prowadzi Pan aktywny tryb życia. Czy dojeżdża Pan do pracy rowerem?

Z domu do pracy mam do pokonania około 12 km. Raz czy dwa zdarzyło mi się przyjechać na uczelnię na rowerze, ale uznałem, że to nie najlepszy pomysł i zrezygnowałem z tego. Co nie oznacza, że nie jeżdżę na rowerze w ogóle. Na krótszych dystansach aktywnie korzystam z miejskich rowerów. Można mnie czasem spotkać na ścieżce rowerowej, m.in. w drodze na spotkania do Ministerstwa czy do Stowarzyszenia Geodetów Polskich.

Rower to nie wszystko. Wystartował Pan w Biegu o Puchar Rektora, który był zorganizowany z okazji Święta Uczelni. Czy można również Pana spotkać na trasie maratonów lub biegów na krótszym dystansie?

Czasem zdarzy mi się wziąć udział w jakimś biegu (przyp. red. Rektor Walo biegł w maratonie sztafet Ekiden 12 maja 2018 r.), ale moje bieganie przypomina bardziej truchtanie (śmiech).

Jak wygląda Pana standardowy dzień?

Mój dzień jest bardzo intensywny. Od godzin porannych kalendarz jest wypełniony po brzegi spotkaniami i podpisywaniem różnych pism, które napływają każdego dnia do mojego biura. Decyzji finansowych czy też strategicznych dotyczących organizacji pewnych wydarzeń jest bardzo dużo, pewnie około 15 – 20 dziennie. Do tego kilka spotkań w różnych sprawach. Czasem uczestniczę też w spotkaniach „na zewnątrz”, co pochłania lwią część mojego czasu.

Wspolne-zdjecie-na-targach

Wspólne zdjęcie Prorektora ze studentami i pracownikami PW na stoisku naszej uczelni podczas Salonu Edukacyjnego Perspektywy, fot. BPI

Gdyby miał Pan wymienić 3 najfajniejsze rzeczy w Pana pracy, to byłoby to…?

Po pierwsze studenci, po drugie studenci, po trzecie studenci (śmiech). Praca z młodymi ludźmi to wartość sama w sobie i ciągłe wrażenie, że jest się jednym z nich. Ważna jest też praca naukowa, gdzie wciąż można robić coś nowego. W mojej pracy cenię sobie także „wolność”, która pozwala mi na zarządzanie swoim czasem. W gruncie rzeczy to ode mnie zależy, co danego dnia będę robił. Oczywiście, funkcja prorektora i związane z jej pełnieniem obowiązki uszczuplają mój czas, ale w dużej mierze to ja decyduję o tym, jak wygląda mój dzień w pracy.

Podczas-Kiermaszu-Swiatecznego-PW

Podczas Kiermaszu Świątecznego w 2017 r. Prorektor ds. Studenckich kwestował na rzecz stypendiów dla najzdolniejszych studentów PW, fot. BPI

A po pracy? Jest jeszcze czas na hobby?

Biegam 2-3 razy w tygodniu. Jestem również mocno zaangażowany w działania społeczne, szczególnie w Stowarzyszeniu Geodetów Polskich. Jestem jego prezesem. Ta działalność pochłania mi sporo godzin, dlatego dla aktywności z rodziną i dla siebie mam zdecydowanie mniej czasu. Za to w wakacje wędkuję przez tydzień wyłącznie w Ubliku. Nie znam się na tym, ale sprawia mi to dużo przyjemności.

Udaje się Panu coś złowić?

(śmiech) Rzadko. Jednak to, że mogę wypłynąć na jezioro i pobyć tam kilka godzin, jest tak zupełnie odmienne od mojej codzienności. Wtedy odpoczywam.

Politechnika Warszawska to nie tylko Pana miejsce pracy. Jest Pan także absolwentem PW. Czy był Pan dobrym studentem?

Tak, w miarę dobrym. Nie miałem problemów z nauką i studia skończyłem, niestety, w terminie. (śmiech) We wrześniu zwykle pomagałem swoim rodzicom na wsi. W związku z tym, starałem się mieć wolne podczas sesji poprawkowej. Po latach trochę zazdroszczę moim kolegom, którzy do teraz wspominają sesję wrześniową.

Skoro jesteśmy przy wspomnieniach, to jak Pan wspomina czasy studenckie?

Już wtedy byłem aktywny społecznie. Mieszkałem w akademiku przy ulicy Grenadierów, który PW wynajmowała od SGGW. Mały, fajny akademik. Mieszkał tam właściwie tylko mój Wydział Geodezji i Kartografii i może dlatego panowała tam bardzo miła, wręcz „rodzinna” atmosfera. W budynku zrobiliśmy swój własny klub studencki. Jedno z pomieszczeń, będące w nieładzie, zaadaptowaliśmy na „Klub Parter”. Własnoręcznie go pomalowaliśmy i urządziliśmy. Prawie w każdy weekend odbywały się tam imprezy. Pamiętam też, że kiedy studiowałem, powstały na nowo pierwsze niezależne samorządy studenckie. Byłem nawet członkiem takiego samorządu na moim wydziale i przez dwa lata w akademiku szefowałem radzie mieszkańców. Za moich czasów egzaminy na uczelni były bardziej ekscentryczne niż teraz. Wtedy nikogo nie dziwiło, gdy wylatywaliśmy z indeksem z pokoju naszego profesora w kolejności: najpierw nasz indeks, potem my.

Bieg-o-Puchar-Rektora

W sztafecie podczas XII Biegu o Puchar Rektora pobiegli (od lewej): prof. Walo, dr hab. inż. Raróg-Pilecka, prof. Wróblewski oraz prof. Wieczorek, fot. BPI

Na zakończenie naszej rozmowy mam dla Pana 2 pytania od naszych obserwatorów na Facebooku. Pierwsze z nich: co jest ważniejsze na naszej uczelni: kształcenie kolejnych inżynierów czy działalność naukowo-badawcza?

Obie rzeczy są równie ważne. Bez jednej nie ma drugiej. Działalność naukowo-badawcza jest gwarantem wysokiej jakości kształcenia. Bez niej nie będziemy mieć dobrego poziomu kształcenia. Prowadzenie działalności badawczej przez wykładowców jest gwarantem tego, że studenci mają dostęp do najnowszej i wysokiej jakości wiedzy. Nasi studenci często są włączani do prowadzonych na uczelni badań, dzięki czemu rozwijają się i zdobywają wiedzę w praktyce. Jeżeli chodzi o kształcenie, to po to jesteśmy, to jest podstawowy obowiązek uczelni. Podmiotowość studentów jest oczywista. Dzięki studentom jesteśmy tutaj, jest Politechnika Warszawska, są pracownicy.

Czy kiedykolwiek zostanie utworzony samorząd zawodowy, który będzie reprezentował i wspierał geodetów?

Nie ma prostej odpowiedzi na to pytanie. Samorząd nie jest cudownym lekiem na wszystkie problemy. Ile jest samorządów, tyle jest opinii na temat ich działalności i przydatności. Część z nich prężnie działa. Jest też grupa samorządów, które są „czapką administracyjną” i niespecjalnie efektywnie pomagają w uprawianiu zawodu. Z tego względu od wielu lat prowadzone są rozmowy na ten temat i pewnie będziemy je prowadzić w dalszym ciągu. Jeśli miałby powstać kiedyś samorząd zawodowy geodetów, to chciałbym żeby było to wynikiem kompromisu wszystkich geodetów i ich wspólnego przekonania o potrzebie jego powołania.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s